Ładowanie

Tabletki na spanie

Zawsze uchodziłam za silną. Tak mnie widzieli wszyscy – uśmiechniętą, energiczną, gotową zmierzyć się z każdym zadaniem, z każdym kryzysem. W świecie, w którym trzeba wciąż udowadniać, że się potrafi i że się wytrzymuje, nie ma miejsca na słabość.

Wracałam późno – po wielu godzinach spotkań, rozmów, decyzji. Byłam tak zmęczona, że wydawało się, iż zasnę w sekundę. I rzeczywiście – zamykałam oczy, a ciało tonęło w krótkim śnie. Ale po dwudziestu minutach budził mnie niepokój. Potem już nie było snu, były tylko pytania: co jutro? kto zaatakuje? jaka fala krytyki mnie znowu zaleje? Tak wyglądały moje noce przez wiele miesięcy – trzy, cztery godziny snu, reszta to walka z własnym ciałem.
W klubie coraz częściej słyszałam: „Jak ty wyglądasz? Znowu nie spałaś…”

Lekarz podał mi rozwiązanie – małą tabletkę na sen. Najpierw brałam pół, potem jedną, półtorej. W końcu dwie. Codziennie. Z czasem nie kładłam się spać – kładłam się z tabletką. To ona decydowała, czy odpocznę. Kilkanaście miesięcy życia – niby szczęśliwego, niby aktywnego, pełnego sukcesów – ale jednak na receptę.

Przyszedł czerwiec. Lato pachniało wolnością i pomyślałam: to jest mój czas. Klub działa dobrze, firma także. Nie muszę już nikomu niczego udowadniać. A ja – muszę udowodnić coś sobie. Że potrafię odzyskać sen, choćby miał być niedoskonały. Nie zmniejszałam dawek stopniowo, nie kalkulowałam. Tabletki się skończyły i… ja też z nimi skończyłam.

Pierwsze noce były piekłem. Dni wyglądały pięknie – zdjęcia, uśmiechy, ciasta z piekarnika, słońce na skórze, kąpiele pachnące latem. W internecie – beztroska. A po zmroku – walka. Budziłam się co chwilę, czasem nie spałam po dwie, trzy godziny, patrząc w ciemność, w której odbijał się każdy dawny lęk. Ale nie poddałam się.

Dziś nadal nie przesypiam całych nocy. Śpię pięć, sześć godzin, czasem mniej. Ale każda taka noc jest zwycięstwem. Bo już nie muszę podawać sobie spokoju w połykanej tabletce. Spokój rodzi się we mnie.

Nie powiem, że to łatwe. Nie powiem, że polecam. Ale powiem jedno: nigdy więcej nie pozwolę, by ktoś doprowadził mnie do miejsca, w którym muszę zagłuszać własne serce chemią. Wybrałam trudną drogę – ale to moja droga.

I dziś wiem – naprawdę jestem silna. Bo silny nie jest ten, kto nigdy nie upada. Silny jest ten, kto potrafi sam wstać.


✍️ Małgorzata Wilk-Wiśniewska
Prezes GKS Czarni Bytom

Share this content: