Pani Prezes, nie pani Prezeska
W codziennym życiu, zwłaszcza w świecie biznesu, często spotykam się z pytaniami: „Jak powinniśmy się do pani zwracać? Pani Prezes czy pani Prezeska?”. Oczywiście, nikomu nie narzucam swojej woli, ale jeśli mam wybór, zawsze wskazuję na tę pierwszą formę. Dlaczego? Bo nie lubię feminatywów. I choć zdaję sobie sprawę, że to temat, który budzi emocje, pozwolę sobie na kilka refleksji.
Feminatywy stały się w ostatnich latach przedmiotem gorących dyskusji. Dla jednych są symbolem równouprawnienia, dla innych – niepotrzebnym językowym udziwnieniem. Ja należę do tej drugiej grupy. Nie dlatego, że nie cenię kobiet czy nie doceniam ich roli w społeczeństwie. Wręcz przeciwnie. Uważam, że prawdziwy feminizm to coś znacznie głębszego niż walka o końcówki „-ka” w tytułach zawodowych.
Feminizm w moim rozumieniu to realna pomoc kobietom w potrzebie. To zaangażowanie, poświęcenie czasu i energii, by budować domy samotnej matki, wspierać kobiety w znalezieniu pracy, dbać o starsze panie w domach opieki. To uświadamianie mężczyznom, że kobieta to partnerka, której należy się szacunek, wsparcie i równe traktowanie. Feminizm to budowanie u dziewcząt poczucia własnej wartości, ale też uczenie ich szacunku do mężczyzn. To walka o równość, która nie polega na stawianiu kobiet na piedestale, ale na tworzeniu świata, w którym obie płcie mają równe prawa, obowiązki i szanse.
Niestety, współczesny feminizm często odchodzi od tych wartości. Zamiast realnych działań, widzimy agresywne postawy, które bardziej dzielą niż łączą. Zamiast budować mosty, wznosimy mury. Zamiast inspirować się różnicami, rywalizujemy. A przecież równouprawnienie nie polega na umniejszaniu roli mężczyzn czy marginalizowaniu ich znaczenia. Równość to równowaga, która powinna być celem nas wszystkich.
Dlatego też nie widzę sensu w forsowaniu feminatywów. Czy forma „pani Prezeska” coś zmienia? Czy sprawia, że kobiety są bardziej szanowane, bardziej doceniane? Nie sądzę. To tylko słowo, które niczego nie rozwiązuje. A ja wolę formę „pani Prezes”. Bo to nie tytuł definiuje moją wartość, ale to, co robię, jak działam i jak traktuję innych.
Niechęć do feminatywów nie wynika z braku szacunku do kobiet. Wręcz przeciwnie – to właśnie szacunek do języka i do tradycji każe mi wybierać formy, które są naturalne, a nie sztucznie tworzone. Nie musimy udowadniać swojej wartości poprzez zmiany w języku. Nasza wartość leży w tym, kim jesteśmy i co robimy.
Dlatego, drodzy Państwo, zwracajcie się do mnie, jak chcecie. Ale jeśli pytacie o moje zdanie – wolę „pani Prezes”. Bo to nie słowa budują równość, ale czyny. A ja wolę skupiać się na tym, co naprawdę ma znaczenie.
Pani Prezes, nie pani Prezeska.
Małgorzata Wiśniewska- Wilk
Autorka jest prezesem GKS Czarni Bytom, firmy Sponsor plus, miłośniczką dobrej kuchni oraz kultury bytomskiej.