Historia na niedzielę: Rynek w Bytomiu
Burzliwa historia Bytomia sprawiła, że równie burzliwe były losy jego serca – Rynku. Od średniowiecznego placu targowego, przez miejsce pełne ratuszy, kramów i legend, aż po współczesny „salon miasta” – Rynek zmieniał się wraz z dziejami Bytomia, odzwierciedlając jego wzloty i upadki.
Od kwadratu do prostokąta
Dzisiejszy Rynek wygląda na duży i rozciągnięty, ale pierwotnie był zaledwie połowę mniejszy. W średniowieczu miał kształt kwadratu, a jego zachodnia pierzeja kończyła się na wysokości dzisiejszej ulicy Krawieckiej. Przy placu stało wtedy tylko kilka domów. Do dziś zachowały się z tamtej epoki zabytkowe piwnice Domu Gorywodów – jeden z najstarszych świadków bytomskich dziejów.
Waga kruszcowa i handlowe bogactwo
Średniowieczny Bytom przeżywał okres prosperity dzięki górnictwu kruszców. Nic więc dziwnego, że na Rynku pojawiła się miejska waga – obowiązkowa i odpłatna, służąca do ważenia srebronośnej galeny. Dawała miastu spore dochody, aż do upadku górnictwa w XV wieku.
Rynek był wtedy tętniącym życiem placem targowym (Marktplatz), na którym krzyżowały się główne szlaki handlowe prowadzące z Krakowa do Wrocławia.
Trzy ratusze i jeden lew
Bytom miał pecha do ratuszy. Pierwszy z nich, jeszcze średniowieczny, nie przetrwał. Drugi – kwadratowy, dwupiętrowy budynek z wieżą – stanął na początku XIX wieku. Przed jego fasadą w 1873 roku pojawił się bytomski lew, rzeźba Teodora Kalidego, upamiętniająca ofiary wojny francusko-pruskiej.
Ten ratusz rozebrano, a w latach 1877–1879 zbudowano trzeci, autorstwa Pawła Jackischa – imponujący gmach ze smukłą wieżą zegarową. Niestety, w 1945 roku został spalony przez Armię Czerwoną. Do dziś zachowała się jedynie kuta brama, którą można zobaczyć na cmentarzu przy ul. Staffa.
Sam lew też miał burzliwe dzieje – przenoszony, zaginiony i odnaleziony, wrócił na Rynek dopiero w 2008 roku. Legenda mówi, że kiedy miastu będzie grozić niebezpieczeństwo, obudzi się ze snu.

„Wędrujący kościół”
Kościół Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny to jeden z najstarszych zabytków Bytomia. Powstał w XIII wieku, ale wtedy znajdował się przy ulicy Tarnowickiej, a nie na Rynku. Dopiero po II wojnie światowej, gdy spłonęły ratusz i okoliczne kamienice, plac powiększono – i w ten sposób świątynia „przywędrowała” na Rynek.
Tramwaje, stacja benzynowa i PRL-owski „plac Poli Maciejowskiej”
Jeszcze w XX wieku Rynek był nie tylko centrum handlu, ale i komunikacji. W 1913 roku poprowadzono przez niego linię tramwajową do Miechowic, a kilkanaście lat później kolejną – w stronę kopalni „Biały Szarlej”. Pojawił się też przystanek autobusowy i stacja benzynowa, która zajęła niemal środek placu.

W czasach PRL Rynek nosił nazwę placu Poli Maciejowskiej – działaczki społecznej i uczestniczki powstań śląskich. Starsi bytomianie do dziś czasem tak go nazywają. Wtedy też w jego centrum pojawiła się fontanna i zielone skwery, choć parkowanie samochodów tuż przy placu było na porządku dziennym.
Czerwony bruk i archeologiczne odkrycia
Lata 90. przyniosły rewolucję – wielką przebudowę Rynku. Prace ciągnęły się latami, bo natrafiono na pozostałości renesansowych kamienic, średniowieczne stragany, a nawet fragment dawnej studni. Niestety, większość znalezisk zasypano. Na powierzchni pozostał tylko fragment średniowiecznej studni, który można oglądać do dziś.

Nowa aranżacja placu – z charakterystycznym czerwonym brukiem – nie wszystkim przypadła do gustu. Ale w kolejnych latach Rynek stopniowo zyskiwał nowe życie dzięki odrestaurowywanym kamienicom i powracającej zieleni.
Serce miasta, które nadal bije
Choć Rynek zmieniał się niezliczoną ilość razy – od kwadratowego średniowiecznego placu, przez eleganckie secesyjne kamienice, aż po współczesny salon miasta – jedno pozostało niezmienne: to właśnie tutaj bije serce Bytomia.
Dziś to miejsce spacerów, spotkań przy fontannie, letnich koncertów i festynów. Ale żeby naprawdę poczuć jego klimat, warto zrobić jedno: stanąć na środku placu, unieść głowę i spojrzeć na fasady kamienic, które – jak w zwierciadle – odbijają całą historię miasta.
Legendarne i zapomniane ciekawostki z bytomskiego Rynku
- Śpiący lew – rzeźba Teodora Kalidego z 1873 roku to dziś najbardziej charakterystyczny symbol Rynku. Według legendy, gdyby miastu groziło niebezpieczeństwo, lew obudzi się i ruszy na pomoc mieszkańcom.
- Podziemne skarby – pod płytą Rynku kryją się piwnice dawnych domów, relikty drewnianych straganów i fragmenty brukowanych uliczek sprzed wieków. Choć większość znalezisk zasypano, archeolodzy wiedzą, że wciąż drzemie tam kawał historii czekający na odkrycie.
- Wędrujący kościół – dziś kościół Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny zdobi Rynek, ale w średniowieczu wcale nie stał przy placu. Dopiero po zniszczeniach wojennych linia zabudowy przesunęła się tak, że świątynia „stała się” częścią Rynku.
- Stacja benzynowa na środku placu – trudno dziś uwierzyć, że w latach 30. i 40. XX wieku centralne miejsce Rynku zajmowała stacja paliw. Żeby ją postawić, przesunięto nawet lwa.
- Plac Poli Maciejowskiej – w latach PRL Rynek oficjalnie nosił nazwę działaczki społecznej i uczestniczki powstań śląskich. Starsi mieszkańcy Bytomia do dziś potrafią używać tej nazwy, mimo że oficjalnie dawno wrócono do „Rynku”.
- „Czerwony plac” – przebudowa lat 90. przyniosła nie tylko archeologiczne odkrycia, ale i charakterystyczną nawierzchnię z czerwonej kostki brukowej. Wielu mieszkańców kręciło nosem, żartując, że Bytom doczekał się własnego „Placu Czerwonego”.